Dziennik refleksji - wpis pierwszy 🌞
Witaj, czytelniku!
Mam na imię Karolina i jestem studentką drugiego roku pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej, która zaczyna swoją przygodę z prowadzeniem dziennika refleksji w ramach zaliczenia przedmiotu „Edukacja społeczno-przyrodnicza”. Mam nadzieję, że to miejsce będzie dla mnie okazją do zapisywania ciekawych, jak i również mniej ciekawych doświadczeń, przemyśleń i obserwacji. Wpisy będą pojawiać się co tydzień do zakończenia przedmiotu i zobaczymy wspólnie, co wydarzy się przez ten czas :)
Jednym z pierwszych doświadczeń w ramach ćwiczeń z tego przedmiotu była nasza wizyta w muzeum, do którego zaprosiła nas Pani Doktor Bernadetta Olender-Jermacz. Nie było to zwykłe zwiedzanie, ponieważ każda z nas wylosowała kartkę z zadaniami, które miały nas skłonić do uważniejszego przyglądania się wystawie oraz zastanowienia się, jak można byłoby stworzyć sytuację edukacyjną do polecenia, które było tam zawarte.
Bardzo podobała mi się taka forma zwiedzania, ponieważ dzięki temu musiałyśmy aktywnie szukać konkretnych zwierząt. Było to zdecydowanie ciekawsze niż zwykłe chodzenie od eksponatu do eksponatu i od gabloty do gabloty.
Najbardziej zapadł mi w pamięć łoś. Widząc go, przypomniała mi się sytuacja z zeszłego roku, kiedy byłam na grzybach i spotkałam żywego łosia w lesie. Miałam słuchawki z muzyką w uszach, więc kiedy usłyszałam, że coś tupnęło głośno i nie byłam to ja, momentalnie się przestraszyłam. Do dziś nie wiem, kto był wtedy bardziej przestraszony – ja czy on, ponieważ spłoszył się i uciekł w głąb lasu. Był to chyba pierwszy raz, gdy byłam tak blisko tak dużego zwierzęcia w jego naturalnym środowisku. Było to zupełnie inne doświadczenie niż oglądanie eksponatów w muzeum, bo przy spotkaniu z żywym zwierzęciem zdecydowanie pojawia się dużo więcej adrenaliny. Szczególnie gdy spotykasz tak wielkie zwierzę, jakim jest łoś. Wolałabym, żeby była to wtedy jakaś sarna :P
Ciekawym momentem podczas wykonywania jednego z zadań było też poszukiwanie zwierzęcia o nazwie „koza”. Byłam przekonana, że chodzi o jakieś zwierzę leśne, może nawet właśnie o sarnę, a okazało się, że wcale nie byłam na dobrym tropie, ponieważ była to ryba. To było akurat dla mnie duże zaskoczenie i jednocześnie pokazuje, jak łatwo można się pomylić, gdy opieramy się tylko i wyłącznie na skojarzeniach.
Myślę, że taka forma jest bardzo ciekawym urozmaiceniem zwykłego zwiedzania muzeum. Zmusza to do uważniejszego obserwowania i szukania informacji.
Na koniec jeszcze mała refleksja niezwiązana z muzeum. Ostatnio coraz bardziej cieszę się z tego, że powoli znika śnieg i pojawia się coraz więcej słońca. Zdecydowanie wolę taką pogodę. Mam też nadzieję, że tegoroczne lato będzie trochę bardziej rozpieszczać niż zeszłoroczne. Zdecydowanie mam większe chęci do działania, gdy widzę za oknem piękną, słoneczną pogodę :)
Widzimy się w przyszłym tygodniu!


Komentarze
Prześlij komentarz